Właściwie to większych przykrości najadł się mój tata niż ja ale przejdę do rzeczy. Kiedy mama umarła tata się załamał. Zmarła tak szybko, nigdy nie chorowała. Idąc do sklepu dostała zawału i zmarła po kilku chwilach. To był jak grom z jasnego nieba, mieliśmy jechać w tym samym miesiącu kiedy zmarła na wakacje. (Było lato)
Poznałam Michała w technikum... wcale się nie lubiliśmy jednak z czasem on zaczął do mnie pisać. Długo zwlekałam ze spotkaniem z nim i dobrze bo pierwsze z nich okazało się kompletną porażką... potem było coraz lepiej jednak ja miałam strach przed nawiązywaniem nowych związków.
Poznałam bardzo fajnego chłopaka przez internet. Rozmowy przez gg, skypa i tak dalej. Nasza znajomość trwała jakieś 8 miesiący. Jedyną przeszkodą była odległość on w Gdańsku ja w Warszawie. Mijały, dni, tygodnie. On bardzo nalegał, żeby się spotkać, jednak ja za bardzo nie wiedziałam czy tego chce, ponieważ byłam po nieudanym związku.
Marka poznalam przez jego brata, wtedy bylam jeego dziewczyna. Nie stesty mojego chlopaka nigdy nie bylo przy mnie. Za kazdym razem obok mnie był Marek. Po jakims czasie coś miedzy nami zaiskrzyło. Byla zabawa, obiecia i pocalunki.
Kiedy miałam 24 lata wyszłam za mąż. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Oboje z Kubą bardzo się kochaliśmy. Wszędzie razem wychodziliśmy a to teatr a to kino, jakieś imprezki u znajomych było cudowanie. Planowaliśmy dziecko.