Zacznę od początku... Wszystko zaczęło się kiedy byłam w tzn. buntowniczym wieku, zaczęłam chodzić na imprezy, pic alkohol, palić fajki i trawkę. Raz potrafiłam być wesela, czułam się mega, a następnego dnia płakałam i wpadałam w jakąś dziwna, kilkudniową depresje.
Za mąż wyszłam młodo kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. W tedy nie było mi kolorowo ale i tak byłam szczęśliwa. Móc skończyć szkołę musiałam zostawiać dziecko u swojej teściowej. Kiedy skończyłam szkołę wydawało mi się, że moje życie wraźcie się po układało, niestety tak nie było.
Moja mam umarła kiedy miałam 9 lat. Ojciec cierpiał z powodu jej śmierci bardzo krótko. Po około pół roku znalazł sobie nową kobietę. Była bardzo oschła, zimna, nie to co moja mama. Ja wtedy miałam 9 lat, potrzebowałam pocieszenia, wsparcia ale niestety nie otrzymałam jej od nikogo.
Ta historia wydarzyła się kilkanaście lat temu. Jechałam pociągiem z Katowic do Warszawy. Były wtedy wakacje. Wracałam od koleżanki do domu. Po mniej więcej godzinie dosiadł się do mnie starszy mężczyzna. Początkowo czułam się trochę nie pewnie ale z czasem uspokoiłam się.
Ta historia może wydać się nie prawdziwa ale to co przeżyłam do końca pozostanie w mojej pamięci. Wszytko zaczęło się od tego jak do mojej sąsiadki wprowadził się jej partner-przyjaciel. Pani Beata była już po nie udanym małżeństwie i długo z nikim się nie spotykała. Z nim było inaczej. Był taki miły, szarmancki, naprawdę nic nie wskazywało, że wszystko tak się potoczy.